czwartek, 16 czerwca 2011

"Ileś dni do matury"

Chodzenie na zwyczajne lekcje skończyłam już we wtorek, ale żeby nie było zbyt różowo to muszę uczyć się wiersza na pamięć. Lecz czymże jest jedna ballada Mickiewicz (a właściwie pół ballady) w stosunku do 5-6 sprawdzianów? Czas umila robienie kwiatów z krepy, ptaszków z origami i wieńcy z polnych roślin (znalezionych w wielkim mieście!). Do takiej szkoły mogę chodzić częściej;P
I dokładnie tydzień temu byłam na pierwszych "moich" fakultetach z historii. Do tej pory to ktoś inny miał maturę w perspektywie, teraz trzeba zacząć się uczyć naprawdę:D
Dzisiaj dostałam porcję notatek, książek i testów od kumpeli. Ledwo doniosłam je do domu, ale na razie nie będę ich przeglądać od deski do deski, bo teraz

"Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem

Za miasto, pod słup na wzgórek,

Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,

Pobożnie zmówcie paciórek."...

Straciłam rachubę, ile tych dni do matury?

poniedziałek, 23 maja 2011

346 dni do matury...

Jak ten czas leci, dopiero co był długi weekend majowy. Tak szybko wróciłam w wir obowiązków szkolnych, że nie zdążyłam się obejrzeć. I może to trochę mało prawdopodobne, ale dzisiaj miałam kartkówkę z matmy, sprawdziany z biologii, historii i "teścik" z PO. Poprawę z francuskiego sobie odpuściłam, przecież nie da się tego wszystkiego opanować perfekcyjnie.

Na szczęście w tamtym tygodniu ominęła mnie poprawa z matematyki, jedynki nie dostałam, a sądząc po oddanych dzisiaj arkuszach poprawkowych raczej bym więcej nie dostała. Bo po kim jak po kim, ale po mojej wychowawczyni naprawdę wiele się można spodziewać. Jak każdy szanujący się nauczyciel w mat-fizie przerabia z nami trochę materiału ponad program. I akurat granice ciągów, nie były takie trudne, ale wyraźnie nam powiedziała, ze nie będzie ich na sprawdzianie, bo w podręczniku ich nie ma i nie mielibyśmy się z czego uczyć. Problem w tym, że 13 osób, które pisały poprawę lub nie było ich w pierwszym terminie, musiało wyznaczyć granicę ciągu z tak skomplikowanego ułamka, jakiego na lekcji ani w żadnym zadaniu domowym nie było. Nawet najlepsze matematyczka w klasie, biorąca udział w wielu konkursach nie umiała jej prawidłowo wyznaczyć.
Zbulwersowani uczniowie, powiedzieli pani profesor, ze granic ciągu nie miała być na sprawdzianie a pani wydała się jeszcze bardziej zbulwersowana. Przecież naruszyliśmy jej nieomylność, więc co się dziwić?
I może nie wydawało by się to tak oburzające, gdyby nie towarzysząca lekcji atmosfera. Na sprawdzianie liczymy około 6 zadań, na kartkówce 4, a na lekcji 1-2 maksymalnie 3. Lekcja trwa 45 minut, kartkówka 15-20. Zadania na kartkówce są tego samego poziomu trudności co zadania w klasie, ale część zadań na sprawdzianie jest trudniejsza. Z tym, ze nie trudniejsza od zwykłego zadania, tylko trudniejsza od zadania widzianego kiedykolwiek na oczy.
Czy to wina mojej klasy? Zawsze część winy leży po drugiej stronie, ale z panem profesorem K., podczas zastępstw, liczymy przynajmniej dwa razy więcej zadań. Zadań przekazanych przez panią wychowawczynię.
Wszystko dopełnia wyśmiewanie uczniów i komentarze. Na przykład dzisiaj "bo się przez przypadek kurcze pieczone w pysk zgadzało".
I tak osiem matematyk w tygodniu( 6 ustawowych + godzina wychowawcza + jedna dodatkowa w ramach przygotowań do matury)
Po prostu żyć nie umierać. Na szczęście jutro nie ma matematyki.
Za to bez sprawdzianów się nie obejdzie. Poprawa z fizyki, sprawdzian z informatyki, polskiego, angielskiego (przeniesiony na początku dzisiejszej lekcji na jutro)...

Pociesza mnie perspektywa jutrzejszego popołudnia:) Z siostrami przygotujemy dla mamy pralinki. W końcu po jutrze Dzień Matki:) A za dwa dni moja mama ma imieniny - na tą okazję migdały w czekoladzie. Przynajmniej takie ambitne mam plany. Może gdy mama zaśnie uda mi się zrobić jeszcze masę do białych trufli. Zobaczymy co z tego wyjdzie, trzymajcie za mnie kciuki.

Czas powrócić do nauki, fizyka czeka! Chociaż tak na prawdę preferuję inne metody nauki.

Tu na zdjęciu Zjednoczenie Włoch, fakultet z historii 2009. Kuba "wypisywał" na tablicy najważniejsze fakty :) W zeszycie od fizyki też dzisiaj rysowaliśmy, stworzyliśmy min. BUM! czyli zderzenie elektronów.

Wyjadając rodzynki z jogobeli młodszej siostry...
Dobranoc

środa, 4 maja 2011

366 dni do matury...

Nie ma jak bardzo długi weekend:) dziś matury z polskiego, a moja matura za 366 dni! Dzięki temu, że rok 2012 jest przestępny - mam aż 24 godziny do nauki więcej.
Czas upływa mi na odpoczynku u dziadków. Niby mieszkam na wsi ale wieś moich dziadków to zupełnie co innego! W mojej miejscowości mieszka jakieś 11 tysięcy osób... a tu cała gmina liczy pewnie z 5:) Żadnych problemów ze snem, przykładam głowę do poduszki i już odpływam do krainy Morfeusza.
Może tylko pogoda nie dopisuje. Człowiek nastawi się na opalanie a tu w nocy minus 2 stopnie. Euforia ogarnia, po prostu euforia. Na szczęście buraczki, które zasiałam z babcią 2 dni temu nie miały czasu wzejść, i nie zmarzły. Nie mogę odżałować zrudziałych płatków magnolii i kwiatów jabłoni. Z czego ja latem będę robić przetwory? I ukochane kwiaty mojej mamy nie zdążyły zakwitnąć w dominowskim lesie. Jutro wracam do domu i nie zobaczę polan kwitnących konwalii:(
A za 50 minut... "już za rok matura...".

wtorek, 26 kwietnia 2011

Parazytologia

Zdarzają się takie chwile, że mówisz sobie: koniec, już i tak się więcej nie nauczę. A tu nagle wieczorem przypominasz sobie... że jeszcze znaczna cześć materiału wchodzi na sprawdzian.
Takie olśnienie spłynęło na mnie dzisiaj wieczorem. Uległam pokusie powrotu do pasożytów. Bo czy wdziękowi tasiemca można się oprzeć?
Z przerażeniem odkryłam, że zgubiłam dość istotne ksero zawierające cykl życiowy bąblowca. Złudna nadzieja nauki z zeszytu odeszła wraz z otwarciem kajetu. Teraz to sobie mogę pluć w brodę, trzeba było być solidnym uczniem i sumiennie prowadzić zeszyty...
Niezorientowany czytelnik pomyśli: od czego są podręczniki?
Niestety, podstawowy kurs biologi nie obejmuje przywr, owsików, tasiemców i ich krewniaków, natomiast moją klasę TAK. Już nawet pożyczanie podręczników od klas z rozszerzoną biologią nic nie daje... nawet w nich wszystkiego nie ma.
Prawda jest taka, że dzięki parazytologi pożegnam się z 4 na świadectwie ukończenia szkoły. Na szczęście nikt nie patrzy na ocenę z biologii, przecież jestem na mat-fiz-inie. Jedyny minus to to, co ja dzieciom powiem jak za 15 lat będą oglądać świadectwo mamusi. "Każesz nam się uczyć a miałaś tylko dostateczny!"
Szukając zapomnienia w misiach -żelkach prezencie od zająca, i resztkach świątecznego ciasta życzę wszystkim dobrej nocy.
W końcu jutro rano trzeba wstać:-)

sobota, 16 kwietnia 2011

Z miłości do słodkości...

Uwielbiam piec! W tygodniu niestety rzadko znajduję na to czas. Na szczęście sobotnie przedpołudnia mogę spędzić w kuchni. :-) W internecie znalazłam przepis na chałkę. Nie był skomplikowany, a chałkę maiłam okazję jeść tylko kilka razy. Szybka decyzja, jeszcze krótki spacer do sklepu po niezbędne składniki... i razem z siostrą zaszyłyśmy się w kuchni.
Na początku myślałam, że wyszło nam trochę za rzadkie ciasto, ale pięknie wyrosło i moja siostra sprawnie zaplotła z ciasta dwa warkocze. A robiła to pierwszy raz! W piekarniku ciasto podwoiło swoją objętość.
Jeszcze ciepłe ciasto, w moim wydaniu posypane cukrem pudrem - a do tego szklanka gorącego mleka... naprawdę miły akcent dzisiejszego popołudnia.
Niestety nie mam dzisiaj aparatu, nie mogę podzielić się zdjęciami mojego wypieku. Natomiast piękne fotografie chałki, takiej jak moja, można zobaczyć na blogu Liski, na którym znalazłam przepis jak krok po kroku upiec to kulinarne cudo!
Miłego wieczoru wszystkim miłośnikom wypieków!

piątek, 8 kwietnia 2011

Witam wszystkich!
Co prawda do matury trochę ponad rok, ale prawdopodobnie każdy licealista myśli o niej długo na rok przed tym 4 maja. Mam 17 lat i jestem w 2 klasie w liceum. Moja wychowawczyni już w przyszłym tygodniu chce wiedzieć wstępnie co zdajemy na maturze. I cały problem w tym, że jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądała moja deklaracja maturalna! Przecież składa się ją dopiero we wrześniu.
Taki problem mam na pewno nie tylko ja, znam osoby w takiej samej sytuacji!
Prawdopodobnie ten blog, nie będzie mówił tylko o przygotowaniach do matury, ale na pewno mój następny rok będzie kręcił się wkoło niej.
Chyba, że pójdę za radą mojego fizyka, który zaproponował mi dzisiaj, żebym poszła do Wyższej Szkoły Gotowania na Parze. ;) Tylko, że ja mam kuchenkę elektryczną. ;P
W głębi duszy, nie chcę jeszcze myśleć o czekającej mnie nauce. Czyż nie milej popatrzeć na pocztówkę, którą wczoraj dostałam?



Przyszła do mnie z Pekinu, od Ning :) Niezwykłą radość sprawia mi wysyłanie kartek w świat oraz oczywiście ich otrzymywanie:)
Osoby pozytywnie nastawione do "pocztówkowania" nie trudno znaleźć. Natrafiłam kiedyś na stronę internetową http://www.postcrossing.com/ , dzięki której co jakiś czas doznaję radości zaglądając do skrzynki na listy. :)