Zdarzają się takie chwile, że mówisz sobie: koniec, już i tak się więcej nie nauczę. A tu nagle wieczorem przypominasz sobie... że jeszcze znaczna cześć materiału wchodzi na sprawdzian.
Takie olśnienie spłynęło na mnie dzisiaj wieczorem. Uległam pokusie powrotu do pasożytów. Bo czy wdziękowi tasiemca można się oprzeć?
Z przerażeniem odkryłam, że zgubiłam dość istotne ksero zawierające cykl życiowy bąblowca. Złudna nadzieja nauki z zeszytu odeszła wraz z otwarciem kajetu. Teraz to sobie mogę pluć w brodę, trzeba było być solidnym uczniem i sumiennie prowadzić zeszyty...
Niezorientowany czytelnik pomyśli: od czego są podręczniki?
Niestety, podstawowy kurs biologi nie obejmuje przywr, owsików, tasiemców i ich krewniaków, natomiast moją klasę TAK. Już nawet pożyczanie podręczników od klas z rozszerzoną biologią nic nie daje... nawet w nich wszystkiego nie ma.
Prawda jest taka, że dzięki parazytologi pożegnam się z 4 na świadectwie ukończenia szkoły. Na szczęście nikt nie patrzy na ocenę z biologii, przecież jestem na mat-fiz-inie. Jedyny minus to to, co ja dzieciom powiem jak za 15 lat będą oglądać świadectwo mamusi. "Każesz nam się uczyć a miałaś tylko dostateczny!"
Szukając zapomnienia w misiach -żelkach prezencie od zająca, i resztkach świątecznego ciasta życzę wszystkim dobrej nocy.
W końcu jutro rano trzeba wstać:-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz