Pochorobowe powroty do szkoły bywają trudne, zwłaszcza gdy całą się przespało a i tak chce się spać. A że grudzień nie sprzyjał, przynajmniej moim, wielkim perspektywą maturalnym itd, to zaglądam tu dopiero teraz, gdy dowiedziałam się kiedy moja próbna matura. Do niej zostało mniej dni niż w tytule, ale tego nie liczę.
Jutro pierwsza, jak dla mnie, od dawna matma i ostatnia w tym roku, więc moje serce się cieszy - powiedzmy.
Każdy okres czemuś sprzyja, a skoro nie maturze, to aktualnie świętom, studniówce etc. A i tak świąteczne zakupy zostały mi na ostatnią chwilę (jutro) co uniemożliwia pieczenie czegokolwiek na wigilie klasową w czwartek - za co zostałam zmiażdżona wzrokiem przez M. A to nie jedyny miażdżący wzrok dzisiejszego dnia...
...lekcja fizyki, która w temacie zawiera słowo "zadania" wygląda tak:
chłopak
dziewczyna
chłopak
dziewczyna
...
dziewczyna
wszystko zależy od tego, ile policzymy zadań. Osoba rozwiązująca zadanie, wybiera następną liczącą. I szczerze mówiąc, więzi damsko-męskie raczej mniej zażyłe więc idzie szybko. Dzisiejszy dzień jednak, był przejawem pewnej fanaberii świątecznego nastroju, jeśli można tak to ująć.
I wyglądało
chłopak
dziewczyna
chłopak
dziewczyna
dziewczyna
dziewczyna
dziewczyna
...
No... kolejnym był miażdżący wzrok koleżanki. Do tego był błagalny wzrok reszty... hm... takie granie na emocjach - ale to nic, jutro czeka mnie gra na miny wychowawczyni, która prawdopodobnie dowie się ode mnie, że zaburzamy porządek wigilii klasowej, taki oczywisty i wypracowany przez lata...
No i jeszcze "sikoreczka nie uzupełniła lekcji". Już kiedyś tak miałam, półtora tygodnia z gorączką i "musisz mieć wszytko uzupełnione na jutro". A matm w tygodniu było osiem...
Pozdrawiam wszystkich MATURZYSTÓW
Ida
wtorek, 20 grudnia 2011
sobota, 26 listopada 2011
159 dni do matury...
Dzisiaj kilka ciekawostek dla maturzystów. Żeby mi ktoś zarzucał, że ja tu tylko żale wylewam. Wylewam, i robię to z pełną premedytacją - taka funkcja terapeutyczna - coś trzeba robić żeby nie oszaleć. A czytanie moich postów to nie Wasza dobra wola ale wybór.
Do dzieła! W końcu już tylko... dni do matury:D
1. Na stronie Politechniki Wrocławskiej znajduje się korespondencyjny kurs matematyki. Uczelnie nie pobiera za niego opłat, trzeba tylko przysłać prace wraz z kopertą zwrotną zaopatrzoną w nasz adres i znaczek pocztowy.
(Uwaga! Cena znaczka zależy od wagi listu, to znaczy, że nasze zadania mogą nie zmieścić się w standardowej opłacie, bo ona obejmuje tylko listy do 50 gram. Jednak różnice w znaczkach nie są bardzo znaczące. Szczegółowy cennik tutaj. Do sprawdzonych zadań mają zostać dołączone wzorcowe rozwiązania więc nasza przesyłka w drodze powrotnej może ważyć kilkanaście gram więcej. Na każdej poczcie znajduje się waga, i przed zaklejeniem koperty można sprawdzić czy nasza zwrotna przesyłka jest zaopatrzona w odpowiednie znaczki.)
Co miesiąc publikowane są nowe zadania - 6 na poziomie podstawowym i 6 na poziomie rozszerzonym. Może to nie dużo, ale zawsze warto spróbować, zwłaszcza jeśli drażnią nas złośliwe komentarze na pracach sprawdzanych przez nauczycieli w szkole.*
Odkryłam ten kurs niedawno, i nie załapałam się na listopadową edycję, ale w grudniowej chcę wziąć udział:)
2.Adekwatnie do punktu wyższego korespondencyjny kurs z fizyki.
W nim chyba nie wezmę udziału, ewentualnie policzę nie wszystkie zadania, ale dla zaangażowanych mat-fiz-INFów informacja może być przydatna (w końcu w mojej klasie 27 osób zadeklarowało rozszerzoną fizykę na maturze)**.
3.Szperając w internecie znalazłam stronę zwariowana bardziej niż moje odliczanie do matury - zegar maturalny.
4. Moja koleżanka zamówiła prenumeratę darmowego miesięcznika dla maturzystów Matura News, przejżałam jej egzemplarz i zrobiłam to samo. Każdy lubi co innego, każdego interesuje co innego, ale mi spodobała się ta gazeta, ot tak, żeby przejrzeć w wolnej chwili***.Wypełniłam formularz na stronie jakoś w pierwszej połowie listopada, ale jeszcze nic nie dostałam.
Ida
*np. "Nie na|temat." po czym zostaje to przekreślone i dopisane "Przepraszam". ale to taka łagodna wersja, zazwyczaj są to uwagi w stylu "egzaminator by zrobiła tak a tak" w domyśle, jestem dla was dobrą nauczycielką. Opcja "w domyśle" jest łagodniejsza, ostatnim razem została wyrażona werbalnie "Ja jestem dla Was dobrą Ciocią", "Jestem za dobra ciocia" itd x milion 500 sto 900
**Zadeklarowanie zadeklarowaniem a rzeczywistość bywa taka, że nie każdy jeszcze wie co w końcu będzie zdawał. Moje cztery rozszerzenia są pobożnym życzeniem albo raczej wydumaną mrzonką, ale w końcu deklaracje można zmienić.
***Wolna chwila czyli chwila uciekania przed nauką. Powinnam chyba użyć liczby mnogiej; weekendy pod znakiem: umyję okna, podłogi, posprzątam cały dom dopadły nie tylko mnie ale kilka znanych mi maturzystek również. Ot, przecież nie można uczyć się kiedy lustro ma smugi a podstawka monitora jest okurzona, jak się w takich warunkach skupić? Nazywam to syndromem studenta przed sesją.
Do dzieła! W końcu już tylko... dni do matury:D
1. Na stronie Politechniki Wrocławskiej znajduje się korespondencyjny kurs matematyki. Uczelnie nie pobiera za niego opłat, trzeba tylko przysłać prace wraz z kopertą zwrotną zaopatrzoną w nasz adres i znaczek pocztowy.
(Uwaga! Cena znaczka zależy od wagi listu, to znaczy, że nasze zadania mogą nie zmieścić się w standardowej opłacie, bo ona obejmuje tylko listy do 50 gram. Jednak różnice w znaczkach nie są bardzo znaczące. Szczegółowy cennik tutaj. Do sprawdzonych zadań mają zostać dołączone wzorcowe rozwiązania więc nasza przesyłka w drodze powrotnej może ważyć kilkanaście gram więcej. Na każdej poczcie znajduje się waga, i przed zaklejeniem koperty można sprawdzić czy nasza zwrotna przesyłka jest zaopatrzona w odpowiednie znaczki.)
Co miesiąc publikowane są nowe zadania - 6 na poziomie podstawowym i 6 na poziomie rozszerzonym. Może to nie dużo, ale zawsze warto spróbować, zwłaszcza jeśli drażnią nas złośliwe komentarze na pracach sprawdzanych przez nauczycieli w szkole.*
Odkryłam ten kurs niedawno, i nie załapałam się na listopadową edycję, ale w grudniowej chcę wziąć udział:)
2.Adekwatnie do punktu wyższego korespondencyjny kurs z fizyki.
W nim chyba nie wezmę udziału, ewentualnie policzę nie wszystkie zadania, ale dla zaangażowanych mat-fiz-INFów informacja może być przydatna (w końcu w mojej klasie 27 osób zadeklarowało rozszerzoną fizykę na maturze)**.
3.Szperając w internecie znalazłam stronę zwariowana bardziej niż moje odliczanie do matury - zegar maturalny.
4. Moja koleżanka zamówiła prenumeratę darmowego miesięcznika dla maturzystów Matura News, przejżałam jej egzemplarz i zrobiłam to samo. Każdy lubi co innego, każdego interesuje co innego, ale mi spodobała się ta gazeta, ot tak, żeby przejrzeć w wolnej chwili***.Wypełniłam formularz na stronie jakoś w pierwszej połowie listopada, ale jeszcze nic nie dostałam.
Ida
*np. "Nie na|temat." po czym zostaje to przekreślone i dopisane "Przepraszam". ale to taka łagodna wersja, zazwyczaj są to uwagi w stylu "egzaminator by zrobiła tak a tak" w domyśle, jestem dla was dobrą nauczycielką. Opcja "w domyśle" jest łagodniejsza, ostatnim razem została wyrażona werbalnie "Ja jestem dla Was dobrą Ciocią", "Jestem za dobra ciocia" itd x milion 500 sto 900
**Zadeklarowanie zadeklarowaniem a rzeczywistość bywa taka, że nie każdy jeszcze wie co w końcu będzie zdawał. Moje cztery rozszerzenia są pobożnym życzeniem albo raczej wydumaną mrzonką, ale w końcu deklaracje można zmienić.
***Wolna chwila czyli chwila uciekania przed nauką. Powinnam chyba użyć liczby mnogiej; weekendy pod znakiem: umyję okna, podłogi, posprzątam cały dom dopadły nie tylko mnie ale kilka znanych mi maturzystek również. Ot, przecież nie można uczyć się kiedy lustro ma smugi a podstawka monitora jest okurzona, jak się w takich warunkach skupić? Nazywam to syndromem studenta przed sesją.
poniedziałek, 21 listopada 2011
164 dni do matury...
... czyli dzień pod znakiem grozy: być wziętym za nauczycielkę w sali nr 13*, spalony obiad i konwersacja z nieznajomym filozofem w tramwaju**.
Ciągłe zwracanie uwagi co do mojego poziomu wiedz wygłaszane przez Ciocię (używamy pięknej i poprawnej polszczyzny, żeby zrównoważyć przesłanie, które niesie inny akapit posta), sprawiły, że jestem uodporniona na teksty "zacznij się wreszcie uczyć", "będzie pałeczka za pałeczką" ale twarzą w twarz, prosto w oczy... zawsze się to odczuwa. Zwłaszcza przez ten kosmos na fakultecie i sterty łacińskich nazw środków stylistycznych i figur retorycznych...
Każdy dzień wymaga odreagowania. Pomysł numer 1: znaleźć najładniej brzmiące przekleństwo po francusku.
Zaczęło się od tego, że mój kumpel M. stwierdził, że francuski to język miłości, a ja dodałam, ze ładnych przekleństw, ale że żadnych nie znam, to tłumacz googli poszedł w ruch.*** Zgodnie z kolegą uznaliśmy, że najładniej brzmi pewna kobieta lekkich obyczajów tylko w mniej wytwornej formie. Moja siostra postulowała za słowem prostytutka (jak brzmiącym elegancko).
Wulgaryzmy trzeba znać, tego nauczyła mnie w podstawówce pani od niemieckiego. Jedziesz do Niemiec, ktoś wyzywa Cię od ** ** ** a Ty mówisz "ja", "ja" z wielkim uśmiechem... to samo moim zdaniem tyczy się francuskiego :D
Jeszcze jedno, mało zainteresowana kwestią uzależnień od narkotyków, bardziej ciekawostkami z dziedziny medycyny, rozmawiając o amfetaminie przypomniałam sobie ten post - miłej lektury!
Ida
*niektóre pierwszaki sprawiają wrażenie otępiałych,czy ja wyglądam na singla z podstarzałym jamnikiem, który je lepiej niż nie jedno dziecko na białostockiej wsi
**pytanie na ile to co mówią nieznajomi jest prawdą, w każdym razie dla niego ta rozmowa była pewnym wysiłkiem intelektualnym, bo wymienił chyba wszystkie kierunki na fizyce oprócz akustyki i kilka nie będących fizycznymi ale zaczynających się od fiz, jak fizjoterapia:D
*** jest taka przydatna opcja odsłuchu, zwłaszcza, gdy pani P. obrazi się na klasę i nie będzie czytać słówek (o ile słusznie, o tyle słusznie, to ja ledwo zaliczając pierwszą klasę z angielskiego potrzebuję znać wymowę słówek)
Ciągłe zwracanie uwagi co do mojego poziomu wiedz wygłaszane przez Ciocię (używamy pięknej i poprawnej polszczyzny, żeby zrównoważyć przesłanie, które niesie inny akapit posta), sprawiły, że jestem uodporniona na teksty "zacznij się wreszcie uczyć", "będzie pałeczka za pałeczką" ale twarzą w twarz, prosto w oczy... zawsze się to odczuwa. Zwłaszcza przez ten kosmos na fakultecie i sterty łacińskich nazw środków stylistycznych i figur retorycznych...
Każdy dzień wymaga odreagowania. Pomysł numer 1: znaleźć najładniej brzmiące przekleństwo po francusku.
Zaczęło się od tego, że mój kumpel M. stwierdził, że francuski to język miłości, a ja dodałam, ze ładnych przekleństw, ale że żadnych nie znam, to tłumacz googli poszedł w ruch.*** Zgodnie z kolegą uznaliśmy, że najładniej brzmi pewna kobieta lekkich obyczajów tylko w mniej wytwornej formie. Moja siostra postulowała za słowem prostytutka (jak brzmiącym elegancko).
Wulgaryzmy trzeba znać, tego nauczyła mnie w podstawówce pani od niemieckiego. Jedziesz do Niemiec, ktoś wyzywa Cię od ** ** ** a Ty mówisz "ja", "ja" z wielkim uśmiechem... to samo moim zdaniem tyczy się francuskiego :D
Jeszcze jedno, mało zainteresowana kwestią uzależnień od narkotyków, bardziej ciekawostkami z dziedziny medycyny, rozmawiając o amfetaminie przypomniałam sobie ten post - miłej lektury!
Ida
*niektóre pierwszaki sprawiają wrażenie otępiałych,czy ja wyglądam na singla z podstarzałym jamnikiem, który je lepiej niż nie jedno dziecko na białostockiej wsi
**pytanie na ile to co mówią nieznajomi jest prawdą, w każdym razie dla niego ta rozmowa była pewnym wysiłkiem intelektualnym, bo wymienił chyba wszystkie kierunki na fizyce oprócz akustyki i kilka nie będących fizycznymi ale zaczynających się od fiz, jak fizjoterapia:D
*** jest taka przydatna opcja odsłuchu, zwłaszcza, gdy pani P. obrazi się na klasę i nie będzie czytać słówek (o ile słusznie, o tyle słusznie, to ja ledwo zaliczając pierwszą klasę z angielskiego potrzebuję znać wymowę słówek)
środa, 2 listopada 2011
183 dni do matury...
Nie lubię zmiany czasu, teoretycznie ma ona dawać więcej światła rano. Ale czy mi to rano robi różnicę?
Wychodziłam było ciemno, wychodzę jest ciemno. Latarnie tak samo działają jak chcą, czyli raczej nie działają, a nieoświetlone skrzyżowanie jest tak samo niebezpieczne.
A komu przeszkadzało, że ciemno robiło się o 18 a nie o 17? Ja tam zdecydowanie wole wracać do domu za dnia, a nie już w nocy...
A to chyba jedna z mniej dotkliwych jakie przyniósł ten długi weekend. nauczyciele nagle uświadomili sobie, że semestr kończy się w grudniu (jak co roku, ale za pewne jeszcze się nie przyzwyczaili, od kiedy pracują w moim LO). Bo ja muszę mieć tyle i tyle ocen... a uczniowie zaciskają ząbki bo wolą przemilczeć i mieć 2 ze sprawdzianu* niż jeden za pyskowanie (aktywność na lekcji) i potem pałeczkę/bombeczkę** ze sprawdzianu.
I skoro nauczyciela nie obchodzi, że ja mam zadania domowe z kilku przedmiotów, a nie tylko z jednego, to co mnie obchodzi, że nie było prądu i sprawdzian jest przełożony 5 minut przed początkiem lekcji, na inny dzień, jako 3 owego dnia***.
ale na razie zaciskam ząbki...
Ida
*"jutro piszecie sparawdzian" - język polski
**język polski/matematyka
***jutro
Wychodziłam było ciemno, wychodzę jest ciemno. Latarnie tak samo działają jak chcą, czyli raczej nie działają, a nieoświetlone skrzyżowanie jest tak samo niebezpieczne.
A komu przeszkadzało, że ciemno robiło się o 18 a nie o 17? Ja tam zdecydowanie wole wracać do domu za dnia, a nie już w nocy...
A to chyba jedna z mniej dotkliwych jakie przyniósł ten długi weekend. nauczyciele nagle uświadomili sobie, że semestr kończy się w grudniu (jak co roku, ale za pewne jeszcze się nie przyzwyczaili, od kiedy pracują w moim LO). Bo ja muszę mieć tyle i tyle ocen... a uczniowie zaciskają ząbki bo wolą przemilczeć i mieć 2 ze sprawdzianu* niż jeden za pyskowanie (aktywność na lekcji) i potem pałeczkę/bombeczkę** ze sprawdzianu.
I skoro nauczyciela nie obchodzi, że ja mam zadania domowe z kilku przedmiotów, a nie tylko z jednego, to co mnie obchodzi, że nie było prądu i sprawdzian jest przełożony 5 minut przed początkiem lekcji, na inny dzień, jako 3 owego dnia***.
ale na razie zaciskam ząbki...
Ida
*"jutro piszecie sparawdzian" - język polski
**język polski/matematyka
***jutro
wtorek, 25 października 2011
191 dni do matury...
Język polski.
Dzisiejszy cel: przypomnienie zasad naturalizmu:
Ten ostatni dzisiaj wyjątkowo tak nazwany, zazwyczaj Ciocia* mówi: popęd seksualny.
Przykład:
"Jak mam mole to kupuje pułapkę. Pach! Feromony - i wszystkie do niej lecą."
Fizyka.
Dzisiaj dla mnie językiem polskim.
A dalej? Dalej transformator***, i tak właściwie to nie wiem czemu, zdrobnienie nazw mierników na fizyce wywołują śmiech, a żarciki o parabolach na matmie nie.
Bo dzisiaj był piękny dzień bez matmy!
Ida
*polonistka w wieku 50. lat bez mała Ciocia G.
**oczywiście, jak zwykle, rację miał nauczyciel (bo kiedy jej nie miał?;))
***nazywany inaczej Matka Boską Elektryczną
Dzisiejszy cel: przypomnienie zasad naturalizmu:
walka o byt
dziedziczność
dobór naturalny
Ten ostatni dzisiaj wyjątkowo tak nazwany, zazwyczaj Ciocia* mówi: popęd seksualny.
Przykład:
"Jak mam mole to kupuje pułapkę. Pach! Feromony - i wszystkie do niej lecą."
Fizyka.
Dzisiaj dla mnie językiem polskim.
...bo nas jest szesnastu w grupie.
Szesnaścioro! I Ty, kobieta, tak mówisz.
Szesnastu uczniów?
Szesnaścioro! Trzeba mówić dobrze po polskiemu!**
A dalej? Dalej transformator***, i tak właściwie to nie wiem czemu, zdrobnienie nazw mierników na fizyce wywołują śmiech, a żarciki o parabolach na matmie nie.
Bo dzisiaj był piękny dzień bez matmy!
Ida
*polonistka w wieku 50. lat bez mała Ciocia G.
**oczywiście, jak zwykle, rację miał nauczyciel (bo kiedy jej nie miał?;))
***nazywany inaczej Matka Boską Elektryczną
środa, 19 października 2011
197 dni do matury...
... czyli jak maturzystka odpoczywa pomiędzy przerwami.
Expressis verbis, do kurwy nędzy* miałam dzisiaj matematykę. Ja to ja, nie powiem, za lekcjami nie przepadam z powodu, którego nazwiska nie wymienię. Dzisiejszy dzień był jednak wyjątkowy, moje nerwy, nawet zbytnio nie poszargane pozwoliły mi obserwować ze względna powagą "wariacje z powtórzeniami" na temat: Jak to krowa spotkała się z kwiatkiem, i ku jej zdziwieniu kwiatek ma kolce.
Spokojna Olimpijka, znęcała się przez ten czas nad czarną piłką-antystresem, więc do rękoczynów niestety nie doszło.
A teraz moja paintowa twórczość demonstrująca 5 minut mojej dzisiejszej matematyki.

1. Coś w stylu "Jak to wygląda? Ten symbol tak nie fruwa. Popraw to!"
2. Coś w stylu "Ma być wielkości małej litery!!"
3. "A teraz to Ci zszedł do podziemi"
To tak w wielkim skrócie
Gratuluję tego dzieła K.
Prawie płakałam ze śmiechu:) I mimo, że usłyszałeś, że zdziwaczałeś** to życzę dalszych sukcesów.
Podobno był jeszcze symbol i wyglądający jak A, a omega (Ω/ω) była poprawiana wiele razy do potęgi n, gdzie n to ilość uczniów przy tablicy. Dobra rada pani H. - możesz luknąć ze swojego miejsca na tablicę, i zobaczyć, że omega Ci nie wyszła (o zgrozo, płacz i zgrzytanie zębów).
Z tych całych emocji już nawet nie wiem, czyj plecak był śwignięty, mówiąc po poznańsku a kto tak świetnie się bawił, że mógł pisać kartkówkę z lekcji, której jeszcze nie było. - na drugiej lekcji zdecydowanie wszystkim poprawiły się humory choć na chwilę.
Na koniec oznaczenie zbiorem symbolu pustego i "ćwiczenia umysłowe"***
Podsumowując dzisiejszy dzień czuję się zawiedziona. Pani H. przyćmiła Ciocię G. Nawet nowe powiedzenie Im dalej w las, tym Jasiu się mniej uczy nie wydaje się tak światłe jak parabole uciekające przez okno****
Na koniec, zamiast moich ukochanych bon nuitów***** sugestia, żebyśmy na następnej matmie skorzystali z wiedzy fizycznej, i zapoznali się z Matką Boską Elektryczną - to to żółte co tam stoi (wyglądając przez okno)******
Ida
*koniec cytatu, czyli odpoczynek na języku ojczystym
**na szczęście jako nie jedyny, bo bylibyśmy zazdrośni
***całe jedno zadanie w 10 minut (oklaski i pokłony w pół, do ziemi, albo jeszcze niżej jak struś na betonie)
****atrakcja roku szkolnego 2010/2011
***** natchnął mnie ostatni sprawdzian z francuskiego (pół punku do 2 mniej) więc szkole się u wychowawczyni
****** 18.10.2011 Transformator
Expressis verbis, do kurwy nędzy* miałam dzisiaj matematykę. Ja to ja, nie powiem, za lekcjami nie przepadam z powodu, którego nazwiska nie wymienię. Dzisiejszy dzień był jednak wyjątkowy, moje nerwy, nawet zbytnio nie poszargane pozwoliły mi obserwować ze względna powagą "wariacje z powtórzeniami" na temat: Jak to krowa spotkała się z kwiatkiem, i ku jej zdziwieniu kwiatek ma kolce.
Spokojna Olimpijka, znęcała się przez ten czas nad czarną piłką-antystresem, więc do rękoczynów niestety nie doszło.
A teraz moja paintowa twórczość demonstrująca 5 minut mojej dzisiejszej matematyki.

1. Coś w stylu "Jak to wygląda? Ten symbol tak nie fruwa. Popraw to!"
2. Coś w stylu "Ma być wielkości małej litery!!"
3. "A teraz to Ci zszedł do podziemi"
To tak w wielkim skrócie
Gratuluję tego dzieła K.
Prawie płakałam ze śmiechu:) I mimo, że usłyszałeś, że zdziwaczałeś** to życzę dalszych sukcesów.
- K., Ty nie musisz pisać? Już wszystko masz? p.H.
- Już mam zapisane. (Aż takiego stoickiego spokoju mi nie dano)
- Już?!?! (Tonem jak foch z przytupem i melodyjką)
Podobno był jeszcze symbol i wyglądający jak A, a omega (Ω/ω) była poprawiana wiele razy do potęgi n, gdzie n to ilość uczniów przy tablicy. Dobra rada pani H. - możesz luknąć ze swojego miejsca na tablicę, i zobaczyć, że omega Ci nie wyszła (o zgrozo, płacz i zgrzytanie zębów).
Z tych całych emocji już nawet nie wiem, czyj plecak był śwignięty, mówiąc po poznańsku a kto tak świetnie się bawił, że mógł pisać kartkówkę z lekcji, której jeszcze nie było. - na drugiej lekcji zdecydowanie wszystkim poprawiły się humory choć na chwilę.
Na koniec oznaczenie zbiorem symbolu pustego i "ćwiczenia umysłowe"***
Podsumowując dzisiejszy dzień czuję się zawiedziona. Pani H. przyćmiła Ciocię G. Nawet nowe powiedzenie Im dalej w las, tym Jasiu się mniej uczy nie wydaje się tak światłe jak parabole uciekające przez okno****
Na koniec, zamiast moich ukochanych bon nuitów***** sugestia, żebyśmy na następnej matmie skorzystali z wiedzy fizycznej, i zapoznali się z Matką Boską Elektryczną - to to żółte co tam stoi (wyglądając przez okno)******
Ida
*koniec cytatu, czyli odpoczynek na języku ojczystym
**na szczęście jako nie jedyny, bo bylibyśmy zazdrośni
***całe jedno zadanie w 10 minut (oklaski i pokłony w pół, do ziemi, albo jeszcze niżej jak struś na betonie)
****atrakcja roku szkolnego 2010/2011
***** natchnął mnie ostatni sprawdzian z francuskiego (pół punku do 2 mniej) więc szkole się u wychowawczyni
****** 18.10.2011 Transformator
środa, 28 września 2011
"Do matury pozostało 218 dni " - strona mojego LO!
"Chwilami życie bywa znośne"*
Stawiając sobie tę myśl za przewodnią, a za tło ostatnie wydarzenia w moim życiu, zaczynam dostrzegać kolory dookoła mnie. Jesień, podobno złota i polska, zaczęła się już kilka dni temu, ale jakoś uciekło mi to przez palce. Zapewne zauważę dopiero słotę. Lato jest fajne, bo można dostrzec jego piękno, ma się na to czas. Na resztę pór roku trochę go brakuje; przynajmniej mi. (Uwielbiam zimę!)
Wszelkie mniej lub bardziej oryginalne pomysły i idee dotyczące moich przygotowań do matury poszły się bujać. Najważniejsze, że wypełniłam deklarację maturalną i oddałam przewodniczącemu klasy. Teraz pozostaje się modlić, żeby szczęśliwie dotarł do szkoły i złożył ją na ręce dyrekcji, czy gdzieś tam.
Nawet nie bardzo mnie obchodzi jaką płeć mi nadadzą, bo możliwości wypełnienia tej rubryki w formularzu było milion pięćset sto dziewięćset.
Do niektórych rzeczy nie mam talentu za grosz... cóż, życie. Jedną z tych rzeczy są języki obce, a zdecydowanie język francuski. Przez dwa lata nie nauczyłam się nawet odmieniać pisemnie czasownika być (ustnie umiem i to moja chluba i duma i co tam jeszcze...). W tej sytuacji jutrzejszy sprawdzian z czasów przeszłych (dwóch!) jest pestką, tylko taką z awokado/mango względnie jakąś mniejsza ale uprzednio przetrawiona przez wróbla. (Wróble to piękne, małe, zastraszone i zahukane zwierzęta, po prostu cud, miód i ubóstwo)
Od początku roku wykazuję się bardzo ordynarną postawa nie chodząc na "dodatkową matematykę", która mogłaby mnie tyyyyle nauczyć... może po prostu wydumany honor mi nie pozwala. Wolę szacunek niż jedno zadanie więcej policzone z matmy. Pozdrawiam rozszerzona matematyka za 218 dni+coś.
I prawdę mówiąc, czas poświęcony na pisanie tego posta mogłam poświęcić na wypracowanko z polskiego. Powiedzmy, że życie to kwestia wyborów, a ja mogę oddać cioci G. mój blog pod ocenę merytoryczną zamiast opisu degradacji słowa.
Mało nauki wszystkim maturzystom!
*film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej
Stawiając sobie tę myśl za przewodnią, a za tło ostatnie wydarzenia w moim życiu, zaczynam dostrzegać kolory dookoła mnie. Jesień, podobno złota i polska, zaczęła się już kilka dni temu, ale jakoś uciekło mi to przez palce. Zapewne zauważę dopiero słotę. Lato jest fajne, bo można dostrzec jego piękno, ma się na to czas. Na resztę pór roku trochę go brakuje; przynajmniej mi. (Uwielbiam zimę!)
Wszelkie mniej lub bardziej oryginalne pomysły i idee dotyczące moich przygotowań do matury poszły się bujać. Najważniejsze, że wypełniłam deklarację maturalną i oddałam przewodniczącemu klasy. Teraz pozostaje się modlić, żeby szczęśliwie dotarł do szkoły i złożył ją na ręce dyrekcji, czy gdzieś tam.
Nawet nie bardzo mnie obchodzi jaką płeć mi nadadzą, bo możliwości wypełnienia tej rubryki w formularzu było milion pięćset sto dziewięćset.
Do niektórych rzeczy nie mam talentu za grosz... cóż, życie. Jedną z tych rzeczy są języki obce, a zdecydowanie język francuski. Przez dwa lata nie nauczyłam się nawet odmieniać pisemnie czasownika być (ustnie umiem i to moja chluba i duma i co tam jeszcze...). W tej sytuacji jutrzejszy sprawdzian z czasów przeszłych (dwóch!) jest pestką, tylko taką z awokado/mango względnie jakąś mniejsza ale uprzednio przetrawiona przez wróbla. (Wróble to piękne, małe, zastraszone i zahukane zwierzęta, po prostu cud, miód i ubóstwo)
Od początku roku wykazuję się bardzo ordynarną postawa nie chodząc na "dodatkową matematykę", która mogłaby mnie tyyyyle nauczyć... może po prostu wydumany honor mi nie pozwala. Wolę szacunek niż jedno zadanie więcej policzone z matmy. Pozdrawiam rozszerzona matematyka za 218 dni+coś.
I prawdę mówiąc, czas poświęcony na pisanie tego posta mogłam poświęcić na wypracowanko z polskiego. Powiedzmy, że życie to kwestia wyborów, a ja mogę oddać cioci G. mój blog pod ocenę merytoryczną zamiast opisu degradacji słowa.
Mało nauki wszystkim maturzystom!
*film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej
czwartek, 8 września 2011
238 dni do matury...
... i właśnie dziś mieliśmy spotkanie z dyrekcją dotyczące matur. Dokładniej spotkanie z zdystansowaną panią dyrektor, zakładającą, że z powodu matury wejdziemy jej na głowę*. Prawdopodobnie ma rację, z doświadczenia, zajmuje się maturami już parę dobrych lat.
Trochę szkoda, że dopiero teraz dowiedzieliśmy się różnych rewelacji na temat ustnej matury z języków obcych. O ile pamiętam, w tamtym roku nikt nawet nie wspomniał o jednym egzaminie ustnym na obu poziomach, a na lekcjach przygotowywaliśmy się jak do dotychczasowych matur. A podobno powinniśmy się zapoznać ze strukturą egzaminu na poczętku drugiej klasy i nic już się nie powinno zmieniać. Guzik prawda!
Dostaliśmy krążki* sponsorowane przez jakąś firmę zarabiającą na uczniach ostatnich klas i ich przygotowaniach do majowych zmagań. Podobno dużo przydatnych rzeczy tam jest, ale jeszcze nie zmobilizowałam się żeby się z tym zapoznać.
Au revoir!***
* my maturzyści
**pieszczotliwa nazwa płyty CD, zapożyczona z języka mojej wychowawczyni (i o dziwo nie z esperanto)
***ominął mnie dziś mój "ukochany" jeżyk, więc nadrabiam straty
Trochę szkoda, że dopiero teraz dowiedzieliśmy się różnych rewelacji na temat ustnej matury z języków obcych. O ile pamiętam, w tamtym roku nikt nawet nie wspomniał o jednym egzaminie ustnym na obu poziomach, a na lekcjach przygotowywaliśmy się jak do dotychczasowych matur. A podobno powinniśmy się zapoznać ze strukturą egzaminu na poczętku drugiej klasy i nic już się nie powinno zmieniać. Guzik prawda!
Dostaliśmy krążki* sponsorowane przez jakąś firmę zarabiającą na uczniach ostatnich klas i ich przygotowaniach do majowych zmagań. Podobno dużo przydatnych rzeczy tam jest, ale jeszcze nie zmobilizowałam się żeby się z tym zapoznać.
Au revoir!***
* my maturzyści
**pieszczotliwa nazwa płyty CD, zapożyczona z języka mojej wychowawczyni (i o dziwo nie z esperanto)
***ominął mnie dziś mój "ukochany" jeżyk, więc nadrabiam straty
poniedziałek, 5 września 2011
241 dni do matury...
Te kilka dni września szybko minęły, a jakby było mało, że muszę chodzić do szkoły to jeszcze się przeziębiłam. Cały weekend wyjęty z życiorysu:(
Na szczęście są takie momenty w ciągu dnia, dzięki którym łatwiej jest przebrnąć przez trudy nauki (i nie jest tu mowa o małym piwie, na które moi koledzy chodzą na długich przerwach). Kiedy nauczycielka mówi o sobie, że jest osłem komputerowym i w nowym elektronicznym dzienniku nie będzie wpisywać spóźnień albo fizyk zgubił swój plan i cieszy się, ze przynajmniej dobrze mu się wydawało, że idzie na 8:50 to napięcie w klasie jest jakby mniejsze:)
W mojej klasie, na lekcjach polskiego nikt się nie dziwi, gdy lekcja przeplatana jest różnego rodzaju uwagami. O dziwo w tym roku, moja koleżanka wybierająca się na prawo nie usłyszała jeszcze, że nadaje się tylko na panią podającą kawę w kancelarii prawniczej. Za to inna dowiedziała się dzisiaj, że jest za wrażliwa do pracy w korporacji gdzie "siedzi 30 bab i sobie dupę obrabia". Takie życie...
Na jutro pierwszy "SPICZ"* więc "luknę moim ajsem"** , bo co jak co ale angielskiego uczyć się muszę przez co przepada mi teatr telewizji:(
Bon nuit!***
*wyrafinowana forma opowiadania tekstu, której się wszyscy boją i która zazwyczaj podnosi nam oceny
**bo moja wychowawczyni mówi po rosyjsku, angielsku i w ESPERANTO!
***Bo wszyscy kochamy francuski zwłaszcza gdy przychodzimy na lekcje i nie wiemy, że przerabialiśmy już kiedykolwiek passé composé!
Na szczęście są takie momenty w ciągu dnia, dzięki którym łatwiej jest przebrnąć przez trudy nauki (i nie jest tu mowa o małym piwie, na które moi koledzy chodzą na długich przerwach). Kiedy nauczycielka mówi o sobie, że jest osłem komputerowym i w nowym elektronicznym dzienniku nie będzie wpisywać spóźnień albo fizyk zgubił swój plan i cieszy się, ze przynajmniej dobrze mu się wydawało, że idzie na 8:50 to napięcie w klasie jest jakby mniejsze:)
W mojej klasie, na lekcjach polskiego nikt się nie dziwi, gdy lekcja przeplatana jest różnego rodzaju uwagami. O dziwo w tym roku, moja koleżanka wybierająca się na prawo nie usłyszała jeszcze, że nadaje się tylko na panią podającą kawę w kancelarii prawniczej. Za to inna dowiedziała się dzisiaj, że jest za wrażliwa do pracy w korporacji gdzie "siedzi 30 bab i sobie dupę obrabia". Takie życie...
Na jutro pierwszy "SPICZ"* więc "luknę moim ajsem"** , bo co jak co ale angielskiego uczyć się muszę przez co przepada mi teatr telewizji:(
Bon nuit!***
*wyrafinowana forma opowiadania tekstu, której się wszyscy boją i która zazwyczaj podnosi nam oceny
**bo moja wychowawczyni mówi po rosyjsku, angielsku i w ESPERANTO!
***Bo wszyscy kochamy francuski zwłaszcza gdy przychodzimy na lekcje i nie wiemy, że przerabialiśmy już kiedykolwiek passé composé!
środa, 31 sierpnia 2011
Liczy, liczy, liczy... a kogo to obchodzi? Przeciez to ostatni dzień wakacji:)
Wakacje minęły szybko, taki banał ale jakże prawdziwy. A jutro znowu (po ponad 2 miesiącach przerwy) pobudka o 5:30. Dobrze, że są budziki w telefonach komórkowych, bo mój wiekowy budzik-Garfield przestał działać, a ja korzystając z błogiego lenistwa nie kupiłam mu nowych baterii.
Plan lekcji już znam, i nawet nie jest zły, ale dojdą jeszcze fakultety, korepetycje z angielskiego... eh, pracy a pracy. Chociaż szczerze mówiąc idę do szkoły z większym entuzjazmem niż rok temu.
Po pierwsze nie będzie GEOGRAFII! (Jupi!)
Po drugie BIOLOGI I CHEMII
Po trzecie w ostatniej chwili okazało się, że nie zmieni mi się polonistka
No i łudzę się, że druga klasa była tą najtrudniejszą, więc teraz może być tylko lepiej!
Nie odliczam dzisiaj dni do matury, jutro w szkole zapewne usłyszę ile ich zostało - a jeżeli nie, to wtedy pofatyguje się porachować; ale kto to widział, żeby mat-fiz liczył?! Kompletna bzdura;P
A teraz pozostaje mi tylko iść spać, trzeba się przecież jutro wygrzebać z łóżka:)
Dobranoc!
Plan lekcji już znam, i nawet nie jest zły, ale dojdą jeszcze fakultety, korepetycje z angielskiego... eh, pracy a pracy. Chociaż szczerze mówiąc idę do szkoły z większym entuzjazmem niż rok temu.
Po pierwsze nie będzie GEOGRAFII! (Jupi!)
Po drugie BIOLOGI I CHEMII
Po trzecie w ostatniej chwili okazało się, że nie zmieni mi się polonistka
No i łudzę się, że druga klasa była tą najtrudniejszą, więc teraz może być tylko lepiej!
Nie odliczam dzisiaj dni do matury, jutro w szkole zapewne usłyszę ile ich zostało - a jeżeli nie, to wtedy pofatyguje się porachować; ale kto to widział, żeby mat-fiz liczył?! Kompletna bzdura;P
A teraz pozostaje mi tylko iść spać, trzeba się przecież jutro wygrzebać z łóżka:)
Dobranoc!
czwartek, 16 czerwca 2011
"Ileś dni do matury"
Chodzenie na zwyczajne lekcje skończyłam już we wtorek, ale żeby nie było zbyt różowo to muszę uczyć się wiersza na pamięć. Lecz czymże jest jedna ballada Mickiewicz (a właściwie pół ballady) w stosunku do 5-6 sprawdzianów? Czas umila robienie kwiatów z krepy, ptaszków z origami i wieńcy z polnych roślin (znalezionych w wielkim mieście!). Do takiej szkoły mogę chodzić częściej;P
I dokładnie tydzień temu byłam na pierwszych "moich" fakultetach z historii. Do tej pory to ktoś inny miał maturę w perspektywie, teraz trzeba zacząć się uczyć naprawdę:D
Dzisiaj dostałam porcję notatek, książek i testów od kumpeli. Ledwo doniosłam je do domu, ale na razie nie będę ich przeglądać od deski do deski, bo teraz
"Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem
Za miasto, pod słup na wzgórek,
Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
Pobożnie zmówcie paciórek."...
Straciłam rachubę, ile tych dni do matury?
I dokładnie tydzień temu byłam na pierwszych "moich" fakultetach z historii. Do tej pory to ktoś inny miał maturę w perspektywie, teraz trzeba zacząć się uczyć naprawdę:D
Dzisiaj dostałam porcję notatek, książek i testów od kumpeli. Ledwo doniosłam je do domu, ale na razie nie będę ich przeglądać od deski do deski, bo teraz
"Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem
Za miasto, pod słup na wzgórek,
Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
Pobożnie zmówcie paciórek."...
Straciłam rachubę, ile tych dni do matury?
poniedziałek, 23 maja 2011
346 dni do matury...
Jak ten czas leci, dopiero co był długi weekend majowy. Tak szybko wróciłam w wir obowiązków szkolnych, że nie zdążyłam się obejrzeć. I może to trochę mało prawdopodobne, ale dzisiaj miałam kartkówkę z matmy, sprawdziany z biologii, historii i "teścik" z PO. Poprawę z francuskiego sobie odpuściłam, przecież nie da się tego wszystkiego opanować perfekcyjnie.
Na szczęście w tamtym tygodniu ominęła mnie poprawa z matematyki, jedynki nie dostałam, a sądząc po oddanych dzisiaj arkuszach poprawkowych raczej bym więcej nie dostała. Bo po kim jak po kim, ale po mojej wychowawczyni naprawdę wiele się można spodziewać. Jak każdy szanujący się nauczyciel w mat-fizie przerabia z nami trochę materiału ponad program. I akurat granice ciągów, nie były takie trudne, ale wyraźnie nam powiedziała, ze nie będzie ich na sprawdzianie, bo w podręczniku ich nie ma i nie mielibyśmy się z czego uczyć. Problem w tym, że 13 osób, które pisały poprawę lub nie było ich w pierwszym terminie, musiało wyznaczyć granicę ciągu z tak skomplikowanego ułamka, jakiego na lekcji ani w żadnym zadaniu domowym nie było. Nawet najlepsze matematyczka w klasie, biorąca udział w wielu konkursach nie umiała jej prawidłowo wyznaczyć.
Zbulwersowani uczniowie, powiedzieli pani profesor, ze granic ciągu nie miała być na sprawdzianie a pani wydała się jeszcze bardziej zbulwersowana. Przecież naruszyliśmy jej nieomylność, więc co się dziwić?
I może nie wydawało by się to tak oburzające, gdyby nie towarzysząca lekcji atmosfera. Na sprawdzianie liczymy około 6 zadań, na kartkówce 4, a na lekcji 1-2 maksymalnie 3. Lekcja trwa 45 minut, kartkówka 15-20. Zadania na kartkówce są tego samego poziomu trudności co zadania w klasie, ale część zadań na sprawdzianie jest trudniejsza. Z tym, ze nie trudniejsza od zwykłego zadania, tylko trudniejsza od zadania widzianego kiedykolwiek na oczy.
Czy to wina mojej klasy? Zawsze część winy leży po drugiej stronie, ale z panem profesorem K., podczas zastępstw, liczymy przynajmniej dwa razy więcej zadań. Zadań przekazanych przez panią wychowawczynię.
Wszystko dopełnia wyśmiewanie uczniów i komentarze. Na przykład dzisiaj "bo się przez przypadek kurcze pieczone w pysk zgadzało".
I tak osiem matematyk w tygodniu( 6 ustawowych + godzina wychowawcza + jedna dodatkowa w ramach przygotowań do matury)
Po prostu żyć nie umierać. Na szczęście jutro nie ma matematyki.
Za to bez sprawdzianów się nie obejdzie. Poprawa z fizyki, sprawdzian z informatyki, polskiego, angielskiego (przeniesiony na początku dzisiejszej lekcji na jutro)...
Pociesza mnie perspektywa jutrzejszego popołudnia:) Z siostrami przygotujemy dla mamy pralinki. W końcu po jutrze Dzień Matki:) A za dwa dni moja mama ma imieniny - na tą okazję migdały w czekoladzie. Przynajmniej takie ambitne mam plany. Może gdy mama zaśnie uda mi się zrobić jeszcze masę do białych trufli. Zobaczymy co z tego wyjdzie, trzymajcie za mnie kciuki.
Czas powrócić do nauki, fizyka czeka! Chociaż tak na prawdę preferuję inne metody nauki.

Tu na zdjęciu Zjednoczenie Włoch, fakultet z historii 2009. Kuba "wypisywał" na tablicy najważniejsze fakty :) W zeszycie od fizyki też dzisiaj rysowaliśmy, stworzyliśmy min. BUM! czyli zderzenie elektronów.
Wyjadając rodzynki z jogobeli młodszej siostry...
Dobranoc
Na szczęście w tamtym tygodniu ominęła mnie poprawa z matematyki, jedynki nie dostałam, a sądząc po oddanych dzisiaj arkuszach poprawkowych raczej bym więcej nie dostała. Bo po kim jak po kim, ale po mojej wychowawczyni naprawdę wiele się można spodziewać. Jak każdy szanujący się nauczyciel w mat-fizie przerabia z nami trochę materiału ponad program. I akurat granice ciągów, nie były takie trudne, ale wyraźnie nam powiedziała, ze nie będzie ich na sprawdzianie, bo w podręczniku ich nie ma i nie mielibyśmy się z czego uczyć. Problem w tym, że 13 osób, które pisały poprawę lub nie było ich w pierwszym terminie, musiało wyznaczyć granicę ciągu z tak skomplikowanego ułamka, jakiego na lekcji ani w żadnym zadaniu domowym nie było. Nawet najlepsze matematyczka w klasie, biorąca udział w wielu konkursach nie umiała jej prawidłowo wyznaczyć.
Zbulwersowani uczniowie, powiedzieli pani profesor, ze granic ciągu nie miała być na sprawdzianie a pani wydała się jeszcze bardziej zbulwersowana. Przecież naruszyliśmy jej nieomylność, więc co się dziwić?
I może nie wydawało by się to tak oburzające, gdyby nie towarzysząca lekcji atmosfera. Na sprawdzianie liczymy około 6 zadań, na kartkówce 4, a na lekcji 1-2 maksymalnie 3. Lekcja trwa 45 minut, kartkówka 15-20. Zadania na kartkówce są tego samego poziomu trudności co zadania w klasie, ale część zadań na sprawdzianie jest trudniejsza. Z tym, ze nie trudniejsza od zwykłego zadania, tylko trudniejsza od zadania widzianego kiedykolwiek na oczy.
Czy to wina mojej klasy? Zawsze część winy leży po drugiej stronie, ale z panem profesorem K., podczas zastępstw, liczymy przynajmniej dwa razy więcej zadań. Zadań przekazanych przez panią wychowawczynię.
Wszystko dopełnia wyśmiewanie uczniów i komentarze. Na przykład dzisiaj "bo się przez przypadek kurcze pieczone w pysk zgadzało".
I tak osiem matematyk w tygodniu( 6 ustawowych + godzina wychowawcza + jedna dodatkowa w ramach przygotowań do matury)
Po prostu żyć nie umierać. Na szczęście jutro nie ma matematyki.
Za to bez sprawdzianów się nie obejdzie. Poprawa z fizyki, sprawdzian z informatyki, polskiego, angielskiego (przeniesiony na początku dzisiejszej lekcji na jutro)...
Pociesza mnie perspektywa jutrzejszego popołudnia:) Z siostrami przygotujemy dla mamy pralinki. W końcu po jutrze Dzień Matki:) A za dwa dni moja mama ma imieniny - na tą okazję migdały w czekoladzie. Przynajmniej takie ambitne mam plany. Może gdy mama zaśnie uda mi się zrobić jeszcze masę do białych trufli. Zobaczymy co z tego wyjdzie, trzymajcie za mnie kciuki.
Czas powrócić do nauki, fizyka czeka! Chociaż tak na prawdę preferuję inne metody nauki.

Tu na zdjęciu Zjednoczenie Włoch, fakultet z historii 2009. Kuba "wypisywał" na tablicy najważniejsze fakty :) W zeszycie od fizyki też dzisiaj rysowaliśmy, stworzyliśmy min. BUM! czyli zderzenie elektronów.
Wyjadając rodzynki z jogobeli młodszej siostry...
Dobranoc
środa, 4 maja 2011
366 dni do matury...
Nie ma jak bardzo długi weekend:) dziś matury z polskiego, a moja matura za 366 dni! Dzięki temu, że rok 2012 jest przestępny - mam aż 24 godziny do nauki więcej.
Czas upływa mi na odpoczynku u dziadków. Niby mieszkam na wsi ale wieś moich dziadków to zupełnie co innego! W mojej miejscowości mieszka jakieś 11 tysięcy osób... a tu cała gmina liczy pewnie z 5:) Żadnych problemów ze snem, przykładam głowę do poduszki i już odpływam do krainy Morfeusza.
Może tylko pogoda nie dopisuje. Człowiek nastawi się na opalanie a tu w nocy minus 2 stopnie. Euforia ogarnia, po prostu euforia. Na szczęście buraczki, które zasiałam z babcią 2 dni temu nie miały czasu wzejść, i nie zmarzły. Nie mogę odżałować zrudziałych płatków magnolii i kwiatów jabłoni. Z czego ja latem będę robić przetwory? I ukochane kwiaty mojej mamy nie zdążyły zakwitnąć w dominowskim lesie. Jutro wracam do domu i nie zobaczę polan kwitnących konwalii:(
A za 50 minut... "już za rok matura...".
Czas upływa mi na odpoczynku u dziadków. Niby mieszkam na wsi ale wieś moich dziadków to zupełnie co innego! W mojej miejscowości mieszka jakieś 11 tysięcy osób... a tu cała gmina liczy pewnie z 5:) Żadnych problemów ze snem, przykładam głowę do poduszki i już odpływam do krainy Morfeusza.
Może tylko pogoda nie dopisuje. Człowiek nastawi się na opalanie a tu w nocy minus 2 stopnie. Euforia ogarnia, po prostu euforia. Na szczęście buraczki, które zasiałam z babcią 2 dni temu nie miały czasu wzejść, i nie zmarzły. Nie mogę odżałować zrudziałych płatków magnolii i kwiatów jabłoni. Z czego ja latem będę robić przetwory? I ukochane kwiaty mojej mamy nie zdążyły zakwitnąć w dominowskim lesie. Jutro wracam do domu i nie zobaczę polan kwitnących konwalii:(
A za 50 minut... "już za rok matura...".
wtorek, 26 kwietnia 2011
Parazytologia
Zdarzają się takie chwile, że mówisz sobie: koniec, już i tak się więcej nie nauczę. A tu nagle wieczorem przypominasz sobie... że jeszcze znaczna cześć materiału wchodzi na sprawdzian.
Takie olśnienie spłynęło na mnie dzisiaj wieczorem. Uległam pokusie powrotu do pasożytów. Bo czy wdziękowi tasiemca można się oprzeć?
Z przerażeniem odkryłam, że zgubiłam dość istotne ksero zawierające cykl życiowy bąblowca. Złudna nadzieja nauki z zeszytu odeszła wraz z otwarciem kajetu. Teraz to sobie mogę pluć w brodę, trzeba było być solidnym uczniem i sumiennie prowadzić zeszyty...
Niezorientowany czytelnik pomyśli: od czego są podręczniki?
Niestety, podstawowy kurs biologi nie obejmuje przywr, owsików, tasiemców i ich krewniaków, natomiast moją klasę TAK. Już nawet pożyczanie podręczników od klas z rozszerzoną biologią nic nie daje... nawet w nich wszystkiego nie ma.
Prawda jest taka, że dzięki parazytologi pożegnam się z 4 na świadectwie ukończenia szkoły. Na szczęście nikt nie patrzy na ocenę z biologii, przecież jestem na mat-fiz-inie. Jedyny minus to to, co ja dzieciom powiem jak za 15 lat będą oglądać świadectwo mamusi. "Każesz nam się uczyć a miałaś tylko dostateczny!"
Szukając zapomnienia w misiach -żelkach prezencie od zająca, i resztkach świątecznego ciasta życzę wszystkim dobrej nocy.
W końcu jutro rano trzeba wstać:-)
Takie olśnienie spłynęło na mnie dzisiaj wieczorem. Uległam pokusie powrotu do pasożytów. Bo czy wdziękowi tasiemca można się oprzeć?
Z przerażeniem odkryłam, że zgubiłam dość istotne ksero zawierające cykl życiowy bąblowca. Złudna nadzieja nauki z zeszytu odeszła wraz z otwarciem kajetu. Teraz to sobie mogę pluć w brodę, trzeba było być solidnym uczniem i sumiennie prowadzić zeszyty...
Niezorientowany czytelnik pomyśli: od czego są podręczniki?
Niestety, podstawowy kurs biologi nie obejmuje przywr, owsików, tasiemców i ich krewniaków, natomiast moją klasę TAK. Już nawet pożyczanie podręczników od klas z rozszerzoną biologią nic nie daje... nawet w nich wszystkiego nie ma.
Prawda jest taka, że dzięki parazytologi pożegnam się z 4 na świadectwie ukończenia szkoły. Na szczęście nikt nie patrzy na ocenę z biologii, przecież jestem na mat-fiz-inie. Jedyny minus to to, co ja dzieciom powiem jak za 15 lat będą oglądać świadectwo mamusi. "Każesz nam się uczyć a miałaś tylko dostateczny!"
Szukając zapomnienia w misiach -żelkach prezencie od zająca, i resztkach świątecznego ciasta życzę wszystkim dobrej nocy.
W końcu jutro rano trzeba wstać:-)
sobota, 16 kwietnia 2011
Z miłości do słodkości...
Uwielbiam piec! W tygodniu niestety rzadko znajduję na to czas. Na szczęście sobotnie przedpołudnia mogę spędzić w kuchni. :-) W internecie znalazłam przepis na chałkę. Nie był skomplikowany, a chałkę maiłam okazję jeść tylko kilka razy. Szybka decyzja, jeszcze krótki spacer do sklepu po niezbędne składniki... i razem z siostrą zaszyłyśmy się w kuchni.
Na początku myślałam, że wyszło nam trochę za rzadkie ciasto, ale pięknie wyrosło i moja siostra sprawnie zaplotła z ciasta dwa warkocze. A robiła to pierwszy raz! W piekarniku ciasto podwoiło swoją objętość.
Jeszcze ciepłe ciasto, w moim wydaniu posypane cukrem pudrem - a do tego szklanka gorącego mleka... naprawdę miły akcent dzisiejszego popołudnia.
Niestety nie mam dzisiaj aparatu, nie mogę podzielić się zdjęciami mojego wypieku. Natomiast piękne fotografie chałki, takiej jak moja, można zobaczyć na blogu Liski, na którym znalazłam przepis jak krok po kroku upiec to kulinarne cudo!
Miłego wieczoru wszystkim miłośnikom wypieków!
Na początku myślałam, że wyszło nam trochę za rzadkie ciasto, ale pięknie wyrosło i moja siostra sprawnie zaplotła z ciasta dwa warkocze. A robiła to pierwszy raz! W piekarniku ciasto podwoiło swoją objętość.
Jeszcze ciepłe ciasto, w moim wydaniu posypane cukrem pudrem - a do tego szklanka gorącego mleka... naprawdę miły akcent dzisiejszego popołudnia.
Niestety nie mam dzisiaj aparatu, nie mogę podzielić się zdjęciami mojego wypieku. Natomiast piękne fotografie chałki, takiej jak moja, można zobaczyć na blogu Liski, na którym znalazłam przepis jak krok po kroku upiec to kulinarne cudo!
Miłego wieczoru wszystkim miłośnikom wypieków!
piątek, 8 kwietnia 2011
Witam wszystkich!
Co prawda do matury trochę ponad rok, ale prawdopodobnie każdy licealista myśli o niej długo na rok przed tym 4 maja. Mam 17 lat i jestem w 2 klasie w liceum. Moja wychowawczyni już w przyszłym tygodniu chce wiedzieć wstępnie co zdajemy na maturze. I cały problem w tym, że jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądała moja deklaracja maturalna! Przecież składa się ją dopiero we wrześniu.
Taki problem mam na pewno nie tylko ja, znam osoby w takiej samej sytuacji!
Prawdopodobnie ten blog, nie będzie mówił tylko o przygotowaniach do matury, ale na pewno mój następny rok będzie kręcił się wkoło niej.
Chyba, że pójdę za radą mojego fizyka, który zaproponował mi dzisiaj, żebym poszła do Wyższej Szkoły Gotowania na Parze. ;) Tylko, że ja mam kuchenkę elektryczną. ;P
W głębi duszy, nie chcę jeszcze myśleć o czekającej mnie nauce. Czyż nie milej popatrzeć na pocztówkę, którą wczoraj dostałam?

Przyszła do mnie z Pekinu, od Ning :) Niezwykłą radość sprawia mi wysyłanie kartek w świat oraz oczywiście ich otrzymywanie:)
Osoby pozytywnie nastawione do "pocztówkowania" nie trudno znaleźć. Natrafiłam kiedyś na stronę internetową http://www.postcrossing.com/ , dzięki której co jakiś czas doznaję radości zaglądając do skrzynki na listy. :)
Co prawda do matury trochę ponad rok, ale prawdopodobnie każdy licealista myśli o niej długo na rok przed tym 4 maja. Mam 17 lat i jestem w 2 klasie w liceum. Moja wychowawczyni już w przyszłym tygodniu chce wiedzieć wstępnie co zdajemy na maturze. I cały problem w tym, że jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądała moja deklaracja maturalna! Przecież składa się ją dopiero we wrześniu.
Taki problem mam na pewno nie tylko ja, znam osoby w takiej samej sytuacji!
Prawdopodobnie ten blog, nie będzie mówił tylko o przygotowaniach do matury, ale na pewno mój następny rok będzie kręcił się wkoło niej.
Chyba, że pójdę za radą mojego fizyka, który zaproponował mi dzisiaj, żebym poszła do Wyższej Szkoły Gotowania na Parze. ;) Tylko, że ja mam kuchenkę elektryczną. ;P
W głębi duszy, nie chcę jeszcze myśleć o czekającej mnie nauce. Czyż nie milej popatrzeć na pocztówkę, którą wczoraj dostałam?

Przyszła do mnie z Pekinu, od Ning :) Niezwykłą radość sprawia mi wysyłanie kartek w świat oraz oczywiście ich otrzymywanie:)
Osoby pozytywnie nastawione do "pocztówkowania" nie trudno znaleźć. Natrafiłam kiedyś na stronę internetową http://www.postcrossing.com/ , dzięki której co jakiś czas doznaję radości zaglądając do skrzynki na listy. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)