"Chwilami życie bywa znośne"*
Stawiając sobie tę myśl za przewodnią, a za tło ostatnie wydarzenia w moim życiu, zaczynam dostrzegać kolory dookoła mnie. Jesień, podobno złota i polska, zaczęła się już kilka dni temu, ale jakoś uciekło mi to przez palce. Zapewne zauważę dopiero słotę. Lato jest fajne, bo można dostrzec jego piękno, ma się na to czas. Na resztę pór roku trochę go brakuje; przynajmniej mi. (Uwielbiam zimę!)
Wszelkie mniej lub bardziej oryginalne pomysły i idee dotyczące moich przygotowań do matury poszły się bujać. Najważniejsze, że wypełniłam deklarację maturalną i oddałam przewodniczącemu klasy. Teraz pozostaje się modlić, żeby szczęśliwie dotarł do szkoły i złożył ją na ręce dyrekcji, czy gdzieś tam.
Nawet nie bardzo mnie obchodzi jaką płeć mi nadadzą, bo możliwości wypełnienia tej rubryki w formularzu było milion pięćset sto dziewięćset.
Do niektórych rzeczy nie mam talentu za grosz... cóż, życie. Jedną z tych rzeczy są języki obce, a zdecydowanie język francuski. Przez dwa lata nie nauczyłam się nawet odmieniać pisemnie czasownika być (ustnie umiem i to moja chluba i duma i co tam jeszcze...). W tej sytuacji jutrzejszy sprawdzian z czasów przeszłych (dwóch!) jest pestką, tylko taką z awokado/mango względnie jakąś mniejsza ale uprzednio przetrawiona przez wróbla. (Wróble to piękne, małe, zastraszone i zahukane zwierzęta, po prostu cud, miód i ubóstwo)
Od początku roku wykazuję się bardzo ordynarną postawa nie chodząc na "dodatkową matematykę", która mogłaby mnie tyyyyle nauczyć... może po prostu wydumany honor mi nie pozwala. Wolę szacunek niż jedno zadanie więcej policzone z matmy. Pozdrawiam rozszerzona matematyka za 218 dni+coś.
I prawdę mówiąc, czas poświęcony na pisanie tego posta mogłam poświęcić na wypracowanko z polskiego. Powiedzmy, że życie to kwestia wyborów, a ja mogę oddać cioci G. mój blog pod ocenę merytoryczną zamiast opisu degradacji słowa.
Mało nauki wszystkim maturzystom!
*film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej
środa, 28 września 2011
czwartek, 8 września 2011
238 dni do matury...
... i właśnie dziś mieliśmy spotkanie z dyrekcją dotyczące matur. Dokładniej spotkanie z zdystansowaną panią dyrektor, zakładającą, że z powodu matury wejdziemy jej na głowę*. Prawdopodobnie ma rację, z doświadczenia, zajmuje się maturami już parę dobrych lat.
Trochę szkoda, że dopiero teraz dowiedzieliśmy się różnych rewelacji na temat ustnej matury z języków obcych. O ile pamiętam, w tamtym roku nikt nawet nie wspomniał o jednym egzaminie ustnym na obu poziomach, a na lekcjach przygotowywaliśmy się jak do dotychczasowych matur. A podobno powinniśmy się zapoznać ze strukturą egzaminu na poczętku drugiej klasy i nic już się nie powinno zmieniać. Guzik prawda!
Dostaliśmy krążki* sponsorowane przez jakąś firmę zarabiającą na uczniach ostatnich klas i ich przygotowaniach do majowych zmagań. Podobno dużo przydatnych rzeczy tam jest, ale jeszcze nie zmobilizowałam się żeby się z tym zapoznać.
Au revoir!***
* my maturzyści
**pieszczotliwa nazwa płyty CD, zapożyczona z języka mojej wychowawczyni (i o dziwo nie z esperanto)
***ominął mnie dziś mój "ukochany" jeżyk, więc nadrabiam straty
Trochę szkoda, że dopiero teraz dowiedzieliśmy się różnych rewelacji na temat ustnej matury z języków obcych. O ile pamiętam, w tamtym roku nikt nawet nie wspomniał o jednym egzaminie ustnym na obu poziomach, a na lekcjach przygotowywaliśmy się jak do dotychczasowych matur. A podobno powinniśmy się zapoznać ze strukturą egzaminu na poczętku drugiej klasy i nic już się nie powinno zmieniać. Guzik prawda!
Dostaliśmy krążki* sponsorowane przez jakąś firmę zarabiającą na uczniach ostatnich klas i ich przygotowaniach do majowych zmagań. Podobno dużo przydatnych rzeczy tam jest, ale jeszcze nie zmobilizowałam się żeby się z tym zapoznać.
Au revoir!***
* my maturzyści
**pieszczotliwa nazwa płyty CD, zapożyczona z języka mojej wychowawczyni (i o dziwo nie z esperanto)
***ominął mnie dziś mój "ukochany" jeżyk, więc nadrabiam straty
poniedziałek, 5 września 2011
241 dni do matury...
Te kilka dni września szybko minęły, a jakby było mało, że muszę chodzić do szkoły to jeszcze się przeziębiłam. Cały weekend wyjęty z życiorysu:(
Na szczęście są takie momenty w ciągu dnia, dzięki którym łatwiej jest przebrnąć przez trudy nauki (i nie jest tu mowa o małym piwie, na które moi koledzy chodzą na długich przerwach). Kiedy nauczycielka mówi o sobie, że jest osłem komputerowym i w nowym elektronicznym dzienniku nie będzie wpisywać spóźnień albo fizyk zgubił swój plan i cieszy się, ze przynajmniej dobrze mu się wydawało, że idzie na 8:50 to napięcie w klasie jest jakby mniejsze:)
W mojej klasie, na lekcjach polskiego nikt się nie dziwi, gdy lekcja przeplatana jest różnego rodzaju uwagami. O dziwo w tym roku, moja koleżanka wybierająca się na prawo nie usłyszała jeszcze, że nadaje się tylko na panią podającą kawę w kancelarii prawniczej. Za to inna dowiedziała się dzisiaj, że jest za wrażliwa do pracy w korporacji gdzie "siedzi 30 bab i sobie dupę obrabia". Takie życie...
Na jutro pierwszy "SPICZ"* więc "luknę moim ajsem"** , bo co jak co ale angielskiego uczyć się muszę przez co przepada mi teatr telewizji:(
Bon nuit!***
*wyrafinowana forma opowiadania tekstu, której się wszyscy boją i która zazwyczaj podnosi nam oceny
**bo moja wychowawczyni mówi po rosyjsku, angielsku i w ESPERANTO!
***Bo wszyscy kochamy francuski zwłaszcza gdy przychodzimy na lekcje i nie wiemy, że przerabialiśmy już kiedykolwiek passé composé!
Na szczęście są takie momenty w ciągu dnia, dzięki którym łatwiej jest przebrnąć przez trudy nauki (i nie jest tu mowa o małym piwie, na które moi koledzy chodzą na długich przerwach). Kiedy nauczycielka mówi o sobie, że jest osłem komputerowym i w nowym elektronicznym dzienniku nie będzie wpisywać spóźnień albo fizyk zgubił swój plan i cieszy się, ze przynajmniej dobrze mu się wydawało, że idzie na 8:50 to napięcie w klasie jest jakby mniejsze:)
W mojej klasie, na lekcjach polskiego nikt się nie dziwi, gdy lekcja przeplatana jest różnego rodzaju uwagami. O dziwo w tym roku, moja koleżanka wybierająca się na prawo nie usłyszała jeszcze, że nadaje się tylko na panią podającą kawę w kancelarii prawniczej. Za to inna dowiedziała się dzisiaj, że jest za wrażliwa do pracy w korporacji gdzie "siedzi 30 bab i sobie dupę obrabia". Takie życie...
Na jutro pierwszy "SPICZ"* więc "luknę moim ajsem"** , bo co jak co ale angielskiego uczyć się muszę przez co przepada mi teatr telewizji:(
Bon nuit!***
*wyrafinowana forma opowiadania tekstu, której się wszyscy boją i która zazwyczaj podnosi nam oceny
**bo moja wychowawczyni mówi po rosyjsku, angielsku i w ESPERANTO!
***Bo wszyscy kochamy francuski zwłaszcza gdy przychodzimy na lekcje i nie wiemy, że przerabialiśmy już kiedykolwiek passé composé!
Subskrybuj:
Posty (Atom)