Na szczęście w tamtym tygodniu ominęła mnie poprawa z matematyki, jedynki nie dostałam, a sądząc po oddanych dzisiaj arkuszach poprawkowych raczej bym więcej nie dostała. Bo po kim jak po kim, ale po mojej wychowawczyni naprawdę wiele się można spodziewać. Jak każdy szanujący się nauczyciel w mat-fizie przerabia z nami trochę materiału ponad program. I akurat granice ciągów, nie były takie trudne, ale wyraźnie nam powiedziała, ze nie będzie ich na sprawdzianie, bo w podręczniku ich nie ma i nie mielibyśmy się z czego uczyć. Problem w tym, że 13 osób, które pisały poprawę lub nie było ich w pierwszym terminie, musiało wyznaczyć granicę ciągu z tak skomplikowanego ułamka, jakiego na lekcji ani w żadnym zadaniu domowym nie było. Nawet najlepsze matematyczka w klasie, biorąca udział w wielu konkursach nie umiała jej prawidłowo wyznaczyć.
Zbulwersowani uczniowie, powiedzieli pani profesor, ze granic ciągu nie miała być na sprawdzianie a pani wydała się jeszcze bardziej zbulwersowana. Przecież naruszyliśmy jej nieomylność, więc co się dziwić?
I może nie wydawało by się to tak oburzające, gdyby nie towarzysząca lekcji atmosfera. Na sprawdzianie liczymy około 6 zadań, na kartkówce 4, a na lekcji 1-2 maksymalnie 3. Lekcja trwa 45 minut, kartkówka 15-20. Zadania na kartkówce są tego samego poziomu trudności co zadania w klasie, ale część zadań na sprawdzianie jest trudniejsza. Z tym, ze nie trudniejsza od zwykłego zadania, tylko trudniejsza od zadania widzianego kiedykolwiek na oczy.
Czy to wina mojej klasy? Zawsze część winy leży po drugiej stronie, ale z panem profesorem K., podczas zastępstw, liczymy przynajmniej dwa razy więcej zadań. Zadań przekazanych przez panią wychowawczynię.
Wszystko dopełnia wyśmiewanie uczniów i komentarze. Na przykład dzisiaj "bo się przez przypadek kurcze pieczone w pysk zgadzało".
I tak osiem matematyk w tygodniu( 6 ustawowych + godzina wychowawcza + jedna dodatkowa w ramach przygotowań do matury)
Po prostu żyć nie umierać. Na szczęście jutro nie ma matematyki.
Za to bez sprawdzianów się nie obejdzie. Poprawa z fizyki, sprawdzian z informatyki, polskiego, angielskiego (przeniesiony na początku dzisiejszej lekcji na jutro)...
Pociesza mnie perspektywa jutrzejszego popołudnia:) Z siostrami przygotujemy dla mamy pralinki. W końcu po jutrze Dzień Matki:) A za dwa dni moja mama ma imieniny - na tą okazję migdały w czekoladzie. Przynajmniej takie ambitne mam plany. Może gdy mama zaśnie uda mi się zrobić jeszcze masę do białych trufli. Zobaczymy co z tego wyjdzie, trzymajcie za mnie kciuki.
Czas powrócić do nauki, fizyka czeka! Chociaż tak na prawdę preferuję inne metody nauki.

Tu na zdjęciu Zjednoczenie Włoch, fakultet z historii 2009. Kuba "wypisywał" na tablicy najważniejsze fakty :) W zeszycie od fizyki też dzisiaj rysowaliśmy, stworzyliśmy min. BUM! czyli zderzenie elektronów.
Wyjadając rodzynki z jogobeli młodszej siostry...
Dobranoc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz